Sezon JESIEŃ 2018 zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji przygotowaliśmy dla was serię wywiadów z ludźmi odpowiedzialnymi za całe wydarzenie. Tajemniczy Piotr ‚Pan Reżyser’ Chachura  nasz pierwszy rozmówca  to człowiek, którego pracę widzi chyba każdy śledzący scenę Polskiej Ligi Esportowej. Kim jest osoba odpowiedzialna za jakość tych transmisji? Przekonajcie się sami. 

Maciej Strąk: Jesteś z Polską Ligą Esportową od dawna i każdy z oglądających widzi twoją pracę. Mimo to, mało kto Cię tak naprawdę zna. Kim jest Pan Reżyser?

Piotr „Pan Reżyser” Chachura: Postać Pana Reżysera została wykreowana po części przez naszych komentatorów: Nervariena i Leo, a po części przez widzów, których zawsze ciekawiło, kto siedzi za sterami transmisji. Pan Reżyser to łącznik pomiędzy tym, co widzimy podczas oglądania rozgrywek a tym, co dzieje się za kulisami powstawania wizji. Na co dzień jestem realizatorem, który zajmuje się sprawami technicznymi i produkcją. Stwierdziłem jednak, że skoro widzowie sympatyzują z fikcyjna osoba Reżysera, to warto rozwinąć ten kontent i dać im trochę rozrywki. Przybliża ich po części do procesu tworzenia się tego, co widzimy na ekranach.

Co jest najbardziej problematyczne w zawodzie realizatora?

Złośliwość rzeczy martwych. Produkcja Polskiej Ligi Esportowej jest już niemałym wyzwaniem, bo wszystko, co wykorzystujemy na transmisji, tworzymy sami. Grafiki, overlaye w grze, obraz, powtórki, wideo i audio komentatorów – wymaga to sporej ilości sprzętu, który lubi się psuć. Produkcja na żywo ma to do siebie, że jeżeli coś się wysypie, to czasu na reakcję jest bardzo mało. Trzeba działać natychmiast i szukać rozwiązania problemu. Wystarczy, że padnie konwerter lub odepnie się kabel i zaczynają się kłopoty. Oczywiście zdarzają się mniejsze lub większe komplikacje. Niemniej jednak presja czasu jest ogromna, bo trzeba rzucić wszystko i przejść do planu B, który zawsze warto mieć w każdej sytuacji. To minimalizuje czas naprawy usterki. Zależy nam na wysokiej jakości transmisji i zadowoleniu widza dlatego to takie istotne.

Może opowiesz nam jakąś historię zza kulis swojej pracy?

Przychodzi mi do głowy sytuacja, kiedy podczas testów transmisji wszystko działało poprawnie, ale problemy pojawiły się już w pierwszej grze. Audio z gry było zakłócone dziwnymi trzaskami i piskami. Oczywiście, w takiej sytuacji trzeba szybko przeanalizować, w którym miejscu może powstawać problem, wychodząc od samego źródła dźwięku przesyłanego. Masa kabli i urządzeń pośrednich podłączonych do komputera produkcyjnego nie ułatwia tego typu zadania. Kiedy sprawdzisz już wszystko i nie masz pojęcia gdzie leży problem, pojawia się konsternacja, a wiesz, że musisz temu zaradzić. W tej pracy trzeba zachować trzeźwe myślenie i trzymać nerwy na wodzy. Stres tu nie pomaga. Przydatna jest z kolei wiedza z dziedzin technicznych niekoniecznie związanych z samą realizacją telewizyjną. W tym wypadku zwarcie na gniazdku, do którego podłączony był konwerter odbierający audio gry, stało się efektem tajemniczych dźwięków, które udało się wyeliminować w kilka minut. Niestety, znalezienie problemu zajęło troszkę dłużej, ale finalnie dobrze się skończyło.

Jak niedawno widzieliśmy, nie tylko realizatorka siedzi w twojej głowie. Co skłoniło Cię do pojawienia się u Nervariena w roli komentatora?

Nie ukrywam, że sprawdzenie się w roli komentatora było moim małym marzeniem. Zawsze lubiłem pracować głosem, niektórzy mówią, że mam radiową barwę. Jednym się ona podoba innym nie – kwestia gustu. Castowanie łączy moje dwie  pasje: esport i wokal. Oczywiście, zawód ten wymaga również ogromnej wiedzy, której niewątpliwie na chwilę obecną jeszcze mi brakuje, ale staram się nadrabiać zaległości. Pojawienie się u boku Nervariena podczas komentowania rozgrywek League of Legends Championship Series było składową kilku sytuacji. Po ponad roku postanowiłem odkryć swoją tożsamość, oczywiście w celu dalszego rozwoju tworzonej przeze mnie treści.

Dlaczego czekaliśmy tak długo, by zobaczyć twarz Pana Reżysera?

Lubię zaskakiwać. Kiedy w maju ubiegłego roku zastanawiałem się nad tym, jak wykorzystać zainteresowanie wokół Pana Reżysera, który już wtedy gdzieś tam istniał w świadomości widzów, stwierdziłem, że tajemniczość i anonimowość najlepiej przypasuje do tej postaci. Wydało mi się to czymś, co może być ciekawe dla osób, które oglądają nasze transmisje, mały dodatek, który wprowadza w to wszystko odrobinę humoru i intrygi. Pojawiały się głosy, że to prawdopodobnie ze względu na mój wygląd, że wstydzę się pokazać lub mam jakąś wadę, ale dementuję plotki, jestem normalnym, przeciętnym gościem, któremu niczego nie brakuje i kwestia wyglądu nie miała na to żadnego wpływu, bo przed przystąpieniem do Fantasy Expo tworzyłem inny kanał, również związany z gamingiem przez ponad dwa lata i nie miałem problemu z pokazywaniem swojej twarzy.  Domysłów było sporo i wydaje mi się, że takie zagadki wprowadzają element przywiązania ze społecznością czy też projektem, jakim w tym przypadku jest Polska Liga Esportowa, bo gdzieś ta ciekawość nie daje spokoju. Kolejnym powodem było to, że mając wcześniejsze doświadczenie z twórczością internetową, o której wspomniałem, wiedziałem, że rozpoznawalność wiąże się z sytuacjami, które podczas prac eventowych mogłyby zmniejszyć moją efektywność. Podam prosty przykład: organizujemy finały Polskiej Ligi Esportowej, jako realizator biegam z kablami, rozkładam kamery, sprawdzam, czy wszystko działa poprawnie. Typowa praca na evencie. W sytuacji, w której byłbym choć trochę rozpoznawalny, nie uniknąłbym spotkania z osobami, które mnie kojarzą. Lubię porozmawiać z ludźmi, zbić przysłowiową „pione” i zatrzymać się na chwilę, ale jeszcze rok temu moja wiedza i umiejętności nie pozwalały na takie akcje. Ucząc się nowego fachu zależało mi na tym, aby poświęcić się temu w stu procentach i z każdego eventu czy realizacji wynieść jak najwięcej wiedzy, która przyda się w przyszłości. Dodatkowo byłoby to nie w porządku w stosunku do reszty mojej ekipy, nie wypada stać, kiedy inni pracują, a pracy na takich wyjazdach jest naprawdę sporo. Nie jestem gwiazdą i być może takich sytuacji byłoby niewiele, ale mimo wszystko wolałem tego uniknąć. Teraz gdy jestem już bardziej biegły w tym, co robię nie powinno być z tym problemów.

Jesteś po swoim pierwszym streamie z kamerką na Twitchu. Jak wrażenia?

Dla mnie to nic nowego. Przez dwa lata mój kanał wyglądał właśnie, tak jak teraz choć mało kto o tym wiedział, bo utrzymywałem to przed widzami w tajemnicy w celu zachowania anonimowości Pana Reżysera. Z pewnością praca realizatora podniosła jakość moich prywatnych streamów pod kątem grafiki czy technologii. Poza tym, że dojrzałem i mam nieco inne spojrzenie na życie to niewiele się zmieniło. Z drugiej strony dla widzów mogło być to zaskoczeniem i o taki efekt się starałem. Każdy miał z pewnością jakieś wyobrażenie mnie, często mylne, ale nie mam z tym problemu. Mam do siebie ogromny dystans i lubię pośmiać się z innymi nawet, jeśli żarty dotykają mojej osoby. To co mnie urzekło to to, że ludzie którzy są częścią mojego kanału, czy też społeczności związanej z komentowaniem Polskiej Ligi Esportowej czy League of Legends Championship Series, darzą Pana Reżysera sympatią, będącą motorem napędowym tego contentu. Przez ten rok poznałem fantastyczne osoby, z wieloma z nich udało mi się nawiązać bliższe relacje i są już częścią mojego życia. Live z kamerką to pójście o krok naprzód w budowaniu tych więzi. Reakcje na komentarze, mimika twarzy, uśmiech, kiedy twórca wita swoich odbiorców to bardzo istotny element tego, co razem tworzymy. Streaming to interakcja, nie można o tym zapominać i cieszę się, że mogę być teraz jeszcze bliżej nich. Mam nadzieję, że moja twarz ich nie odstraszy, bo są dla mnie ważni i dobrze o tym wiedzą.